I przyszła kolej na…

SIERPECKI SŁUP ŻYDOWSKI
LOKALIZACJA – PIERWSZE PRÓBY I EFEKT KOŃCOWY, ORAZ IGNORANCJA OSÓB TRZECICH

Przez lata zlokalizować słup było trudno. Funkcjonujące i ogólnodostępne materiały traktujące o historii Sierpca pomijały konkretne umiejscowienie obiektu.

Jako rozpoczynający swą przygodę z historią Sierpca, niespełna 17-letni uczeń Liceum, rozpocząłem poszukiwania. Pierwsze pytania kierowałem do znanych sobie autorytetów w dziedzinie lokalnej historii – pana Pawła Bogdana Gąsiorowskiego, pana Zdzisława Dumowskiego, pani Haliny Giżyńskiej-Burakowskiej i pana Tomasza Krukowskiego. Na 2008 rok – nie uzyskałem żadnej konkretnej odpowiedzi na temat – gdzie słup mógł niegdyś stać. Jedynym czym mogłem się zadowolić – były stwierdzenia – „gdzieś w dzielnicy żydowskiej”.

Miałem do dyspozycji dwa przedstawienia – słabą jakościowo fotokopię akwareli Kazimierza Stronczyńskiego z 1851 roku, oraz opublikowane w 2007 roku, w „Ziemi Sierpeckiej – znanej i nieznanej” zdjęcie ze zbiorów Polskiej Akademii Nauk, odnalezione przez wspominanego wyżej Pawła Bogdana Gąsiorowskiego.

W 2008 roku podjąłem próby ulokowania na podstawie obu źródeł budowli słupa żydowskiego. Za pomocny materiał uznałem wydaną w 2006 roku wspomnieniową książkę „Gmina Sierpc – Księga Pamięci”, zawierającą żydowskie wspomnienia sierpczan sprzed II wojny światowej. Zaintrygowało mnie, wtrącone zdanie, znalezione w opisie niefunkcjonującej dziś ulicy Mykwy, które brzmiało: Lecz swoją wielką sławę ta uliczka zyskała z zupełnie innego powodu. W „Księdze pamięci” nie ma słowa o ulokowaniu słupa, więc wziąłem za warte sprawdzenia, ewentualne „ulokowanie słupa” na ulicy Mykwy. Efektem tych prób był tekst opublikowany w reaktywowanych wówczas „Sierpeckich Rozmaitościach”, w numerze 1(75)/2009.
Tekst przyjęty ze sporym entuzjazmem nie oznaczał dla mnie zakończenia prac nad poszukiwaniami, gdyż miejsce to, nie było dla mnie w 100% przekonywujące, choć był to pierwszy krok w ogólnodostępnej literaturze do pełnego rozwiązania zagadki słupa.
 
Pierwsza proponowana, niesłuszna, lokalizacja słupa. 2008/09 r.
Fot. T. Kowalski

Pod koniec 2010 roku z sugestią przyszła pani Grażyna Kłos z Urzędu Miejskiego. Po przeczytaniu mojego zeszłorocznego artykułu, zasugerowała spotkanie na miejscu – w okolicy stacji CPN przy 11 listopada. Tam też, przedstawiła mi relację Pani Bronisławy Wojciechowskiej, mieszkającej w domu przy ulicy 11 listopada 21. Wedle jej wspomnień, zasłyszanych od nieżyjących już babci i mamy – słup stał w pobliżu owego domu przy 11 listopada – kilkanaście metrów na wschód od sugerowanej przeze mnie lokalizacji z 2009 roku. Wypadało zrobić rozeznanie w terenie na sprawdzenie wspomnień kobiety. Znane mi wówczas dwa przedstawienia słupa – i tu – dawały się „dopasować”, by stwierdzić, że – być może to tu stał ów słup. Wedle tego powstał kolejny, uzupełniający artykuł na łamach „Sierpeckich Rozmaitości”, w którym postawiłem kolejną tezę – obalając swoje poprzednie przypuszczenia, tym razem na podstawie odnalezionego przekazu ustnego. Powstał w ten sposób tekst pod tytułem „Sierpecki słup żydowski – suplement”, opublikowany w numerze 1(83)/2011.
 
Druga, sugerowana wg. wspomnień p. Bronisławy Wojciechowskiej lokalizacja, przyjęta w 2010 roku. (Błąd okazał się kilkumetrowy, o tym – poniżej).
Fot. T. Kowalski

Dnia 8 maja 2011 otrzymałem od pani Magdaleny Staniszewskiej, pracowniczki Biblioteki Miejskiej, informację, że na popularnym serwisie allegro.pl pojawiła się gazeta z 1896 roku zawierająca na jednej ze stron rysunek słupa. Relatywnie duży koszt kupna całej gazety zmusił mnie do nawiązania kontaktu ze sprzedawcą i prośby o skan samej strony dotyczącej słupa. Bezproblemowo otrzymałem takiż i z wydrukowanym zdjęciem udałem się następnego dnia rano ze wspominaną wyżej Grażyną Kłos by porównać nowe odkrycie. Okazało się, że poprzednie wspomnienia Pani Bronisławy Wojciechowskiej nieco się różniły od odkrytego nowego faktu. Trzeci, odnaleziony rysunek umiejscawiał słup po drugiej stronie budynku przy 11 listopada – po prostu – 5 metrów bardziej na wschód. Mimo, że nie do końca przekonana seniorka przyznała mi rację, miałem już niezbity dowód (rysunek  pokazywał istniejący ów dom, więc nałożenie go na widok dzisiejszy był bardzo sugestywny) na ostateczną lokalizację, stopniowo odkrywanego przeze mnie od 2008 roku słupa.
 
Pani Grażyna Kłos (z lewej) i Pani Bronisława Wojciechowska (z prawej) w rozmowie 9 V 2011 roku, po odkryciu trzeciego wizerunku słupa.
Fot. T. Kowalski

 Tymczasem, podczas wspólnych oględzin z paniami Grażyną Kłos i Bronisławą Wojciechowską z wydrukowanym najnowszym odkryciem ikonograficznym dotyczącym słupa, niespodziewanie dołączył do nas pan Tomasz Krukowski, z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta Sierpca. Zainteresowany naszymi działaniami w dość spontaniczny sposób sfotografował wydrukowany, nowo odkryty wizerunek słupa, trzymany w moich rękach i rozpoczął swoje własne zdjęcia porównawcze (por. fotografia z 9 V 2011 roku poniżej). Już następnego dnia na stronie internetowej Pracowni, kierowanej przez pana Krukowskiego pojawił się artykuł o, uwaga, najnowszym odkryciu Pracowni, nieznanego dotąd wizerunku słupa żydowskiego. Bez zwrócenia uwagi na prowadzone przeze mnie dotychczasowe badania i wyszukany dzień wcześniej i odkryty wizerunek słupa – pan dyrektor – przypisał Pracowni odkrycie tego rysunku. (Czyż to nie znamienity przykład współczesnego odkrywcy?! Szkoda, że mamy dziś tak mało, tak błyskotliwych ludzi!). Warto dodać, że ów artykuł zniknął już ze strony w/w placówki.


Dyrektor Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta, Pan Tomasz Krukowski (z lewej) i Pani Grażyna Kłos (z prawej), 9 V 2011.
Dyrektor Krukowski trzyma w ręku wydrukowany, odkryty dzień wcześniej, wizerunek słupa z 1896 roku, który na następny dzień „ogłosi” na swojej stronie jako nowe odkrycie Pracowni.
Fot. T. Kowalski

Opracowanie tekstu uzupełniającego moje poprzednie dwa artykuły musiało potrwać. Dodatkowo należy doliczyć czas składu i druku czasopisma. Jednak już w numerze 2(84)/2011 pojawiła się ostateczna, potwierdzona dochodzeniem „krok po kroku” przez dwa lata, obserwowana przez czytelników na łamach „SR” lokalizacja słupa. Chochlik drukarski sprawił, że nie wydrukowano wówczas skanu owego, odnalezionego rysunku, który musiał poczekać do numeru 3-4(85-86)/2011, kiedy to w końcu został pokazany sierpczanom odkryty w Internecie w maju 2011 roku trzeci, unikatowy wizerunek słupa.

Poniżej zestawienie fotograficzne wszystkich trzech wizerunków słupa z porównaniami współczesnymi:
Tym razem, najbardziej przekonywująca lokalizacja (2011) słupa żydowskiego w Sierpcu. Powyżej akwarela z 1851 roku, niżej fot. współczesna – fot. T. Kowalski.
 
Tę samą lokalizację potwierdza zdjęcie z 1. ćw. XX wieku, ze zbiorów Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Po prawej fot. współczesna – fot. T. Kowalski
 
I trzeci, ostateczny dowód w sprawie, na ulokowanie słupa. Rysunek Grzegorza Worobjewa z 1896 roku. Po prawej – fotografia współczesna – fot. T. Kowalski.

Gdyby mało było ignorancji dyrektora Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta Sierpca (przejawiającej się już w maju 2011, przez przypisanie sobie odkrycia przez Pracownię wizerunku słupa), w końcu 2011 roku na sierpecki rynek wszedł szumnie i długo zapowiadany biuletyn Pracowni, pt. „Dziejopis Sierpecki”.

Zaskakującą jest podejmowana tematyka. Otóż aż siedem stron poświęcono „zbadaniu” historii słupa. Zbierany przeze mnie i publikowany na łamach „Sierpeckich Rozmaitości” od 2009 roku (wszak to nie kto inny, jak sam dyrektor Krukowski zachęcał mnie do opublikowania w 2009 roku na łamach „SR” tekstu o słupie) materiał został wykorzystany, łącznie ze źródłami, na podstawie których łatwo było stworzyć, pozornie nowy tekst, opisujący „jakże niezwykle błyskotliwe odkrycia Pracowni”.
Dyrektor poza ponownym potwierdzeniem „odnalezienia” na allegro.pl rysunku z 1896 roku, bagatelizuje wszystko co zostało w sprawie słupa ustalone, uznając to za „nieprofesjonalne”, „naciągane”, czy będące „nadużyciem”. W sprawie dziejów słupa nie wnosi nic nowego, poza sparafrazowanymi zdaniami z tekstów z „SR”, ale… lokalizuje słup! Tak proszę państwa! Lokalizuje go w miejscu, do którego dołączył do mnie i p. Grażyny Kłos 9 V 2011, kiedyśmy to wykonywali porównawcze fotografie z nowo odkrytym rysunkiem słupa. Czyż to nie zaskakujący zbieg okoliczności?

Poza trącającymi jadem komentarzami na temat dotychczasowych ustaleń (chodzi o tekst H. Giżyńskiej-Burakowskiej z 2007 roku, oraz moje kolejne z 2009, 2010 i 2011 roku) nawet pół słowem nie wspomina o ich istnieniu w ogólnodostępnej literaturze.
Czym to jest spowodowane? Wygląda to na kompleks. Autor nie stroni jednak od rzeczowych pomyłek i swoich własnych innowacyjnych teorii, które na zdrowy rozum mieć miejsca nie mogą, ale ja – jako persona non grata – dla Pana dyrektora, daruję sobie komentarz w tej sprawie. Uważam ponadto, że byłoby to niestosowne i świadczące braku podstawowych zasad bon-ton’u. Wszak historia i to na szczeblu lokalnym, nie powinna dzielić, a łączyć!

Zadać sobie można pytanie – czemu Pracownia, operująca tysiącami zdjęć i dokumentów, mogąca podejmować badania na wszelkie sierpeckie tematy, podejmuje te, które już są częściowo opracowane?
Tam gdzie można znaleźć lukę – Pracownia uzupełnia ją i opracowanie stan badań przypisuje sobie, a tam gdzie już nic dopisać nie można – szuka pretekstu do skrytykowania i zbagatelizowania dotychczasowej pracy.
Bardzo ignorancka zagrywka.
Może ona świadczyć o braku umiejętności prowadzenia własnych badań – łatwiej przecież wykorzystać to co już ktoś zaczął, żeby pierwszy etap pracy heurystycznej – mieć już za sobą. Nie sądzę jednak, że wykształconemu człowiekowi takiej umiejętności brakuje. Co jest więc grane?

Ogólnie rzecz biorąc, tego typu zagrywki wydają się prymitywne i nieprzystające miejskiej placówce organizacyjnej. Nie wymaga to chyba dalszego komentarza.


Przykro tylko, że osoba, którą jeszcze w 2010 roku traktowałem jako autorytet w dziedzinie historii miasta i bardzo dobrego znajomego, z niezrozumiałej dla mnie zawiści, dziś stała się przeciwnikiem i rywalem w tak wspaniałej pasji, jaką jest przecież historia Małej Ojczyzny.
Niestety nie mogę tego zrozumieć.

Tomasz Kowalski, w lutym 2012 roku
Reklamy

„W poszukiwaniu przeszłości”

In search of the Past – a visit of Nachum Fassa to Sierpc”,

tak zatytułowano niezwykły film, który pojawił się pod koniec ubiegłego roku na popularnym serwisie http://www.youtube.com.

Niezwykłość tego materiału to nie tylko fakt odwiedzin rodzinnego miasta, przez Nachuma Fassę, urodzonego w żydowskiej rodzinie, w Sierpcu w 1929 roku, ale to, że wizyta w Sierpcu sprzed dwudziestu lat została uwieczniona na taśmie wideo!

  Nachum Fassa (*1929 +2009) odwiedził Sierpc w 1991 roku. Film rozpoczyna się widokiem kilometrowej tablicy informacyjnej na trasie S10, a następnie witaczem miasta z umocowanym jego dawnym herbem – złotym lwem na czerwonym tle.

  

Początkowo bohater w towarzystwie tłumaczki udaje się na ulicę Farną, by odwiedzić, nieistniejący już dziś (rozebrany w 2008 roku) drewniany dom przy ulicy Farnej 3. Kolejne ujęcia pokazują dawny Stary Rynek. W tle rysuje nam się sylweta ratusza miejskiego z nieistniejącym już, przylegającym doń domem, przy Starym Rynku 2 (rozebrany w 1994 roku).

    

Kolejne ujęcia to wizyta Nachuma Fassy w sierpeckim muzeum w ratuszu. Na taśmie uchwycono przeglądanie przez bohatera oryginału przechowywanej w zbiorach muzeum książki „Gmina Sierpc – Księga Pamięci”, zawierającej wspomnienia ocalonych z holocaustu Żydów z Sierpca, wydanej w 1957 roku w Tel Avivie, a przekazanej do Sierpca przez Leona Gongołę w początku lat 90-tych. Na taśmie uwieczniono rozmowę z pracowniczkami muzeum, w poszukiwaniu ulic zapamiętanych przez Nachuma Fassę z lat dzieciństwa. Nakręcona została również prezentowana wówczas w ratuszu ekspozycja historyczna, dotycząca Sierpca.

Następnie Nachum wraz z przewodniczką ponownie udają się pod dom na Farnej 3. Film prezentuje nam panoramę Starego Rynku sprzed 20 lat. Dostrzec można nie tylko zmieniony wygląd kamienic, ale choćby budowę domu przy parceli nr 16 (dziś siedziba Prokuratury, zbudowana na miejscu drewnianego, rozebranego w 1980 roku domu). Uwieczniona została rozmowa z jednym z mieszkańców Sierpca,dotycząca żydowskiej społeczności miasta sprzed II wojny światowej.

Prawdziwym kąskiem dla poszukiwaczy ciekawostek i wielbicieli historii miasta, będą sceny kończące ten 14-minutowy film. Nachum Fassa bowiem, po zwiedzeniu ulicy Reymonta, udał się na cmentarz żydowski. Materiał uwiecznia znajdujący się nań pomnik, macewy oraz nieistniejący dziś (rozebrany doszczętnie w 2008 roku) drewniany budynek na cmentarzu, utożsamiany z dawnym domem pogrzebowym. Nakręcone zostało również wnętrze budynku, z zachowanymi wówczas w całości drewnianymi tablicami z hebrajskimi inskrypcjami.

  

 

Film wszak krótki, jest niezwykłym źródłem ikonograficznym miasta sprzed dwóch dekad. Mimo, że odnosi się do stosunkowo bliskich nam czasów, pokazuje jednak inny obraz miasta. Sentymentalna muzyka i dość dobre kadry, pozwalają przenieść się w czasie o 20 lat. Poszerza on nie tylko wiedzę na temat Sierpca, ale i dokumentuje przeszłość. Nachum Fassa przyjechał do Sierpca, jak zatytułowano film, „w poszukiwaniu przeszłości” – swoją wizytę uwiecznił, dając nam w ten sposób, po latach, dokument dla nas będący już przeszłością.

Serdecznie zapraszam do obejrzenia filmu. Po kliknięciu w poniższy obrazek otworzy nam się kanał youtube.com z owym materiałem:

  

Za pomoc dziękuję internaucie jacckk i P. Grażynie Kłos z Urzędu Miejskiego w Sierpcu.

Film jest ogólnodostępny na kanale członków rodziny, zmarłego w 2009 roku Nachuma Fassy. Serwis „Stary Sierpc”, po raz pierwszy prezentuje film z komentarzem i zastrzega sobie prawo do pierwszeństwa publikacji. Materiał dostępny od dwóch miesięcy w Internecie, nie doczekał się do tej pory (24 II 2012) polskojęzycznego komentarza.

Z naszej inicjatywy informacja o odkryciu filmu wraz z linkiem do naszej strony umieszczona została tego samego dnia na serwisie Sierpc Online, by pokazać to jak najszerszemu gronu odbiorców. Za taką możliwość dziękujemy Administracji Sierpc Online.

Postscriptum (26 II 2012)

Infantylnym, niepoważnym i śmiesznym zachowaniem okazuje się działanie „pseudo-odkrywców”, próbujących udowodnić jakoby, swoje pierwszeństwo, w prezentacji historycznych materiałów. Zmiana daty wyświetlenia artykułu jest zachowaniem sięgającym najprymitywniejszych sposobów manipulacji czytelnikiem. Prowadzi to, znających sytuację, do utwierdzenia się w przekonaniu o bezsilności, a zarazem bezpodstawnej zawiści, owych „odkrywców” i manipulantów. Dziwi tylko fakt, że mimo wykształcenia wyższego i pełnionych funkcji, owi odkrywcy „bawią się” w przypominającą, dziecięce zabawy, wojnę – tu jednak w wojnę, za pomocą komputera i klawiatury, bo cóż można innego uczynić – siedząc wciąż za biurkiem??

Zachowanie smutne, żałosne i świadczące o sięganiu moralnego dna…